Chomiczki
Pochodzenie słowa "chomiczki" jest łatwe do odgadnięcia. Wystarczy przeczytać moje nazwisko. Już od najmłodszych lat zwracano się do mnie "chomik" lub "chomiczek". Tego ostatniego określenia używali koledzy i przyjaciele, uważając że idealnie pasuje do mojej "mikrej" postury.
Pasją, której oddaję się od kilkunastu lat jest poszukiwanie - w dostępnych źródłach - mało znanych wydarzeń, które miały miejsce na Pomorzu. W tym miejscu chciałbym je publikować. Krótkie historyjki, które, jak sądzę, przedstawię w sposób lekki, łatwy i przyjemny, będą dotyczyły zarówno przeszłości jak i teraźniejszości. Będzie tak jak w życiu. Czasami wesoło, czasami smutno.
Poszczególne teksty pogrupowałem w dobranych terytorialnie " szufladkach" w taki sposób, żeby każdy chomiczek został przypiany do miejsca, którego dotyczy.
Gdańsk
Pomorze
Sopot
Gdynia
Oliwa
"Psie Dni"
Jak powszechnie wiadomo, podstawowym obowiązkiem każdego gdańskiego kata było rzetelne wypełnianie poleceń miejskiego sądu karnego, czyli: torturowanie podejrzanych, wykonywanie kar cielesnych i wyroków śmierci oraz "wyświęcanie" z nadmotławskiego grodu złoczyńców, skazanych na relegację. Równie ważne - chociaż poboczne - zajęcie "krwawego mistrza" polegało na utrzymywaniu porządku i czystości w obrębie miejskich murów. Szczegółowy zakres czynności, które musiał spełniać miejski oprawca, regulowały wilkierze (Willkür), czyli gdańskie statuty zawierające przepisy administracyjno-porządkowe. Nakazywały one, aby podstawowe usługi w postaci opróżniania i wywożenia nieczystości z kloak, wychodków i ubikacji, zarówmo w domach prywatnych jak i obiektach municypalnych, należały do obowiązków "małodobrego" i jego kompanów. Ponieważ spełnianie tych czynności nie mogło być uciążliwe dla mieszkańców miasta, więc zgodnie z zaleceniami wilkierzy, odbywały się one w porze nocnej. Do kompetencji kata i jego pachołów należało także zbieranie i usuwanie z miasta wszelkiej padliny (kotów i psów, świń, koni, bydła rogatego itp.). Zakres katowskich obowiązków obejmował również uprzątanie nagromadzonych na ulicach nieczystości oraz usuwanie śmieci z okalających miasto wodnych fos.
Dużym zagrożeniem dla zdrowia i życia mieszkańców średniowiecznego i nowożytnego Gdańska były watahy wałęsających się bezpańskich psów. Obowiązek ich wyłapywania i uśmiercania spoczywał także na kacie i jego współpracownikach. Hyclowski proceder odbywał się regularnie, w specjalnie wyznaczonym czasie, tradycyjnie określanym jako - "psie dni", a częstotliwość takich akcji określały rozporządzenia miejskiej Rady. Ustawodawca zakazywał używania przy chwytaniu zwierząt "dławiących arkanów", nakazując w to miejsce stosowanie rybackich sieci. Zabronione było również uśmiercanie pojmanych psów bezpośrednio na ulicy, a wszystkie złapane zwierzęta zaopatrzone w obroże lub specjalne znaczki, należało zwrócić właścicielom za z góry ustalony napiwek Oczywiście w tak dużym mieście, jakim był wówczas Gdańsk, kat nie wykonywał wszystkich nakazanych mu prac porządkowych samodzielnie. Miał kilku (od 6 do 8) pomocników zwanych pachołkami katowskimi, hyclami lub rakarzami, którzy wyręczali go w pospolitych czynnościach.

